Cudze przekonania vs. miłość do odkrywania nowych pasji

Zaktualizowano: 15 sie

Myśleliście kiedyś o tym, czy ilość fascynujących Was tematów nie jest przypadkiem za duża? Też słyszeliście, że trzeba ograniczać się w poszukiwaniach pasji i przez co najmniej 60 dni robić jakąś rzecz, zanim postanowicie z nią skończyć? W tym artykule postaram się opisać stan w którym utknęłam na jakiś miesiąc.

Zabawa akrylami na prototypach z gliny samoutwardzalnej
Abstrakcyjne wzory akylami

Miłość do rękodzieła

Zacznijmy od początku - od kiedy pamiętam podziwiałam rękodzieło. Razem z tatą odnawiałam drewnianą szafę, kiedy byłam nastolatką. Również w tym okresie spodobał mi się decoupage - zrobiłam piękny kwietnik w stylu prowansalskim. Najczęściej do takich prac wybierałam naczynia i meble, które miały trafić na śmietnik i dawałam im nowe życie. Było tego dużo (w tym szydełkowanie, czy wyszywanie widoczków na tamborku), ale na podstawie tych dwóch przykładów już mogłam wywnioskować, że najbardziej w całym procesie tworzenia interesuje mnie wkraczanie w nową technikę. Nauka o materiałach, z których miałam korzystać, o akcesoriach do wykonywania nowego hobby - to było to.


Gips polimerowy

Tak samo było z gipsem polimerowym - oglądając filmy Panny Zuzanny tak bardzo spodobał mi się materiał i efekty pracy, że sama chciałam zacząć tworzyć takie podstawki. No i super - na początku było fajnie - bawiłam się wzorami, kolorami, kształtami, ale później obudziła się we mnie chęć zmonetyzowania tej radości, no i to by było na tyle. Stawianie sobie celów sprzedażowych, planowanie social pod sprzedaż - sprawiły, że przestałam czerpać radość z tworzenia. Nie robiłam tego dla siebie, robiłam podstawki w konkretnym celu - by je sprzedać. Czas z tym skończyć.


Czy czyjeś zdanie jest ważniejsze od naszych uczuć??

gif

Wyobraźcie sobie że na Instagramie i w podcastach na Spotify znajdowałam tylko i wyłącznie treści osób, mówiących o tym, że częste zmienianie hobby nie jest w porządku, i aby się upewnić czy to coś dla Was należy dać sobie czas - co najmniej 60 dni na rozwój w danej dziedzinie. Wpadłam w tę pułapkę - dałam sobie wmówić, że muszę coś robić przez dłuższy czas, żeby wiedzieć, czy to dla mnie - nieważne, że po pierwszym miesiącu odczuwałam już znudzenie.


Masz tak jak ja?

Podstawka mojej roboty (za szybko wyjęłam ją z formy i odpadły paluszki) oprócz fuckera
Kiedy życie chce mi powiedzieć, żebym przystopowała

Powoli klaruje mi się w głowie wizja przyszłości. Chcę odkrywać nowe pomysły na hobby i kończyć z nimi kiedy tylko poczuję że już się nudzę - taka już jestem. Kwestia monetyzaji hobby wypada z mojej listy priorytetów. W końcu - nic nie muszę, robię tylko to na co mam ochotę i czego naprawdę chcę!


Kolejna dziedzina do testowania

Nie będąc gołosłowną już Wam zdradzę, że jutro wybieram się na warsztaty z linorytu. I wiecie co, już się cieszę na samą myśl o poznawaniu tej techniki graficznej.


Co ze sklepem? Pewnie zastanawiacie się co w takim razie ze sklepem olajarczewska.com/sklep - będę tam wrzucać to, co stworzyłam, ale bez presji, że to moje źródło utrzymania. Mam to już za sobą. Oczywiście będzie mi niezmiernie miło jeśli co jakiś czas zerknięcie do sklepu, ale od tej pory będę się skupiała na sobie i poznawaniu nowych technik i dziedzin sztuki.


Dajcie znać, jakie macie przemyślenia co do zmiany zainteresowań? Macie podobnie do mnie, czy raczej jesteście "stali w uczuciach"? Odpowiadajcie w komentarzach lub na IG pod postem informującym o tym artykule.